czwartek, 4 czerwca 2020

Inwestowanie vs oszczędzanie - czy warto ryzykować?

 

Oszczędzać czy inwestować? – jeśli zadajesz sobie to pytanie, myśląc o tym, co zrobić z nadwyżkami finansowymi, to już jesteś szczęściarzem. W końcu masz jakieś nadwyżki finansowe, podczas gdy inni muszą je najpierw wygenerować (…czyli zaoszczędzić). W tym poście zamierzam przedstawić Ci, czym różni się inwestowanie od oszczędzania i jak się ma do tego kwestia ryzyka (w końcu to blog o ryzyku).

Na początku chciałbym zaznaczyć, że ten wpis będzie dotyczył oszczędzania i inwestowania przede wszystkim w kontekście finansów osobistych. W przypadku oszczędzania jest to dość oczywiste, podczas gdy w przypadku inwestowania już niekoniecznie. Inwestowanie jest bowiem czymś innym dla przedsiębiorcy, a czymś innym dla Ciebie i mnie jako „osoby fizycznej”.
Oszczędzanie kojarzy się przede wszystkim z ograniczaniem wydatków, podczas gdy inwestowanie własnych pieniędzy raczej właśnie ze stroną wydatkową. Chciałbym jednak spojrzeć na obie te kwestie w kategorii lokowania kapitału.

Czym jest inwestowanie?

Inwestowanie to – w najprostszym ujęciu – rezygnacja z bieżącej, pewnej korzyści/konsumpcji na rzecz niepewnej, ale większej korzyści/konsumpcji w przyszłości. W tym kontekście „niepewna” oznacza istnienie ryzyka, a nie „niepewność” w takim rozumieniu, jakie opisałem w poście dotyczącym ryzyka.

W odniesieniu do finansów osobistych, inwestowanie to przede wszystkim lokowanie kapitału w instrumentach finansowych, czyli np. zakup akcji, obligacji, jednostek uczestnictwa w funduszu. Są to inwestycje finansowe. Możemy również mówić o inwestowaniu w przeróżne aktywa rzeczowe, które mają generować dla nas dodatkowe dochody lub będą w przyszłości sprzedane z zyskiem. Jest to zarówno zakup mieszkania na wynajem, dzieła sztuki do późniejszej odsprzedaży, skrzynki wina inwestycyjnego, czy kosiarki, którą odpłatnie będziemy kosić trawniki sąsiadom. W tym przypadku mówimy o inwestycjach rzeczowych.

Czym jest oszczędzanie?

Oszczędzanie to rezygnacja z bieżącej korzyści/konsumpcji na rzecz przyszłej korzyści/konsumpcji. Przeczesując Internet w poszukiwaniu różnych sposobów definiowania oszczędzania natrafiałem na takie ujęcia, które mówiły o rezygnacji z bieżącej korzyści na rzecz większej korzyści w przyszłości. Nie mogę się jednak z nimi zgodzić, gdyż osiągnięcie zysku nie jest (głównym) celem oszczędzania. Oszczędzamy przede wszystkim, by zabezpieczyć przyszłą konsumpcję (np. na wypadek utraty dochodów) lub zakumulować kapitał potrzebny na jakiś większy wydatek (wymarzone wakacje, samochód, mieszkanie, dom…). Istnieją oczywiście instrumenty przeznaczone dla osób oszczędzających, które umożliwiają powiększanie gromadzonego kapitału (jak choćby lokaty bankowe). Służą one jednak raczej utrzymaniu wartości nabywczej oszczędności, niż jej powiększaniu – mają niwelować efekt inflacji.

(Nie)ciekawostka – aktualnie ze świecą można szukać instrumentów oszczędnościowych, których oprocentowanie byłoby w stanie zrekompensować negatywny wpływ inflacji. W 2020 roku odnotowano w poszczególnych miesiącach inflację (mierzoną wskaźnikiem CPI) w przedziale od 2,9% do 4,7% (na szczęście z tendencją zniżkującą). Do tego obniżanie stóp procentowych przez NBP nie wróży nic dobrego dla oszczędzających, gdyż oprocentowanie lokat jest dodatnio skorelowane z poziomem stóp procentowych.
Muszę jeszcze pociągnąć nieco to wtrącenie, gdyż warto wyjaśnić jedną kwestię. Jeśli założysz dziś lokatę roczną, oprocentowaną na 1,5% (rocznie), a inflacja w maju wynosiła 2,9% (rok do roku), to nie oznacza, że w rzeczywistości za rok będziesz nominalnie bogatszy (będziesz miał 1015,00 zł zamiast 1000,00 zł), ale realnie biedniejszy (Twoje 1015,00 zł będzie warte tyle co obecnie 986,39 zł). Dane o inflacji dotyczą bowiem roku wstecz, a Twoja lokata jest założona na rok naprzód. Wyliczone wcześniej wartości będą więc aktualne tylko i wyłącznie wtedy, gdy inflacja za rok również będzie wynosić 2,9% (rok do roku). Tak więc tego, czy realnie zarobiłeś, czy straciłeś na lokacie, dowiesz się dopiero w momencie jej wygaśnięcia.

Czym różni się inwestowanie od oszczędzania?

Skoro zarówno oszczędzając, jak i inwestując, możesz lokować kapitał w instrumentach finansowych (i nie tylko), to czym właściwie różnią się te dwa sposoby zarządzania własnymi pieniędzmi? A w gruncie rzeczy, czym różnią się instrumenty przeznaczone dla oszczędzających i inwestujących? Na to pytanie czekałem  od samego początku pisania niniejszego posta (choć oczywiście zadaję je sobie sam 😊). Odpowiedź brzmi – ryzykiem (niespodzianka!).

Inwestowanie jest nastawione na ­niepewną korzyść w przyszłości (jest to świadome i celowe podjęcie ryzyka), podczas gdy w przypadku oszczędzania chcemy uniknąć ryzyka (w końcu jaki sens miałoby ZABEZPIECZANIE przyszłej konsumpcji przy jednoczesnym wystawianiu się na możliwość straty oszczędzanych pieniędzy?). Oszczędzający powinien więc wybierać takie instrumenty, które będą generować z góry określone (pewne) przepływy pieniężne w z góry określonych momentach lub zostaną sprzedane za z góry określoną (pewną) kwotę w z góry określonym czasie.

Choć decyzja o oszczędzaniu nie jest decyzją o podjęciu ryzyka, to jednak nie istnieją instrumenty, które dają doskonałą pewność, czyli są w pełni pozbawione ryzyka. Zawsze istnieje bowiem np. ryzyko bankructwa emitenta (nawet jeśli jest nim tak wiarygodny podmiot jak Państwo – oczywiście nie o każdym Państwie można powiedzieć, że jest wiarygodne) czy możliwość wystąpienia Czarnego Łabędzia. Instrumenty emitowane przez wysoce wiarygodne podmioty (szczególnie Państwa i banki) są uważane za instrumenty pozbawione ryzyka (dla wygody przyjmiemy, że są one przynajmniej pozbawione ryzyka zmienności – o którym kiedyś Wam opowiem). Dla bezpieczeństwa warto przyjąć, że instrumenty zapewniające stopę zwrotu wyraźnie wyższą od rentowności 10-letnich obligacji skarbowych (która stanowi referencyjną „stopę wolną od ryzyka”) nie należy uznawać za „nieryzykowne” (a jeśli ich emitenci kuszą „gwarantowanym zyskiem” to najprawdopodobniej masz do czynienia z naciągaczami). Od początku 2020 roku rentowność wspomnianych obligacji (w Polsce) osiągała wartości w przedziale od 1,14% do 2,35% i, zgodnie ze spadającymi stopami banku centralnego, ma tendencję zniżkującą.

W co można inwestować? Gdzie lokować oszczędności?

Od razu zaznaczę, że poniższe przykłady instrumentów (nie tylko finansowych) nie są ani wszystkimi możliwymi, ani takimi, które są przeze mnie polecane. To po prostu przykłady mające za zadanie pokazać Ci jakie możliwości mają inwestujący i oszczędzający.

Dla oszczędzających:
  • Gotówka (pod materacem, w skarpecie czy na rachunku rozliczeniowym)
  •  Rachunek oszczędnościowy
  • Lokata bankowa
  • Obligacje Skarbowe (stałoprocentowe)

Z powyższych opcji najmniej atrakcyjna jest pierwsza, gdyż przetrzymywanie gotówki w żadnym stopniu nie chroni przed inflacją.

Dla inwestujących:
  • Akcje
  • Waluty
  • Obligacje Skarbowe (zmiennoprocentowe i indeksowane inflacją)
  • Obligacje korporacyjne
  • Fundusze inwestycyjne
  • Instrumenty pochodne (np. opcje, kontrakty terminowe)
  • Metale szlachetne
  • Kamienie szlachetne
  • Nieruchomości na wynajem

W przypadku instrumentów inwestycyjnych warto mieć na uwadze to, że w ich przypadku powinniśmy mieć dobrze sprecyzowane oczekiwania co do stopy zwrotu. Nie mogą one być przesadnie wysokie, ale nie mogą być również zbyt niskie. Podejmowanie ryzyka nie ma sensu, gdy nie oczekujemy stopy wyższej niż wspomniana już wcześniej stopa wolna od ryzyka. Różnica pomiędzy tą stopą a zyskiem generowanym z ryzykownych instrumentów jest określana jako „premia za ryzyko”. Premia ta jest skorelowana z samym ryzykiem – im wyższe ryzyko, tym wyższej premii powinniśmy oczekiwać (i w przeciwną stronę – im wyższy zwrot chcemy osiągnąć, tym większe ryzyko musimy podjąć).

Gdzie jest granica pomiędzy inwestowaniem i oszczędzaniem?

Celowo umieściłem Obligacje Skarbowe jednocześnie wśród instrumentów dla oszczędzających i inwestujących. Chciałem na zakończenie pokazać, że inwestowanie i oszczędzanie nie są czymś w zupełności odciętym od siebie. Nie istnieje doskonała, stała granica pomiędzy nimi – jest ona raczej dość rozmyta. Równie dobrze moglibyśmy bowiem w ramach oszczędzania dopuścić instrumenty o bardzo niskim ryzyku (jak np. Obligacje Skarbowe zmiennoprocentowe i indeksowane inflacją czy obligacje emitowane przez wiarygodne i solidne spółki, a nawet niektóre waluty). Zresztą, jak już wcześniej wspomniałem, nie istnieją instrumenty, które są w pełni pozbawione ryzyka (bank czy Państwo, może zbankrutować, a pieniądze pod materacem mogą się zniszczyć). W zasadzie granicę pomiędzy inwestowaniem i oszczędzaniem każdy może ustalić sam dla siebie. Wszystko zależy od stopnia tolerancji ryzyka.

Odpowiedź na pytanie – oszczędzać czy inwestować? – zależy przede wszystkim od dwóch kwestii:
Jaki jest Twój cel i jaki jest Twój poziom tolerancji ryzyka (czy też z drugiej strony – awersji do ryzyka). W zarządzaniu własnymi finansami zawsze należy dobierać środki do zdefiniowanego celu. Rozpoczęcie od drugiej strony – np. wejście na rynek akcji bez wcześniejszego zastanowienia się, co tak naprawdę chcesz osiągnąć (i ile możesz stracić) – to jak wybór drogi na skrzyżowaniu bez wcześniejszego określenia dokąd chcesz dojechać. W pewnym momencie zatrzymasz się na poboczu i zaczniesz zastanawiać: Co ja tutaj robię?

0 komentarze:

Publikowanie komentarza